01 lipca 2015

Rozdział II

by Venetiia-Noks

Komentarze: 34

Ilość wyświetleń: 145 851

Podróż z Nowego Jorku była długa i męcząca, a powrót do jego londyńskiego apartamentu wcale nie przyniósł mu ulgi. Pustka, jaką zostawiła po sobie Alyssa, wciąż była odczuwalna, a on po tygodniu pełnym nowych wyzwań, nie miał ochoty po raz kolejny rozpamiętywać niedawno odniesionej porażki. Postanowił pojechać do rodziców. Z wczorajszej telefonicznej rozmowy z mamą dowiedział się, że babcia Eliza jest już w domu i teraz zaraża dobrym nastrojem rzesze gości, które ją odwiedzają. Wspomniała mu ona również, niby mimochodem, że babcia bardzo lubi wizyty pani doktor, która wpada do nich co drugi dzień, by ocenić stan zdrowia swojej pacjentki.
Dziś jednak była niedziela, więc zapewne jego rodzina spędzała czas w ogrodzie ich domu w West Kensington popijając popołudniową herbatkę i zjadając się kolejnym wspaniałym wypiekiem Paulette – ich kucharki. Dlatego, mimo sierpniowego upału i dystansu, jaki musiał pokonać przez zakorkowane miasto ze swojego apartamentu w Tower Hamlets, postanowił nie zwlekać i niezwłocznie wybrać się z wizytą. Z podróży przywiózł dla wszystkich drobne upominki i już nie mógł się wprost doczekać spotkania z bliskimi.
Nie mówił o tym głośno, ale naprawdę uwielbiał wracać w to miejsce, które zawsze kojarzyło mu się z bezpieczeństwem i spokojem. Rezydencję jego dziadków, zakupioną krótko po ich ślubie, a odnowioną i przebudowaną przez jego matkę, która była znanym i cenionym architektem, śmiało mógł nazwać swoim ulubionym zakątkiem na ziemi.

❀❀❀

Mimo drobnego zmęczenia i świadomości, że jutro czeka go nawał zajęć, czuł się bardzo dobrze, gdy parkował swoim Land Roverem Freelanderem na jednym z miejsc przeznaczonych dla gości. Zdziwił go nieco widok czerwonego citroena c3, stojącego tuż obok, ale uznał, że auto najpewniej należy do jednej z przyjaciółek lub klientek jego matki.

Miał zamiar wejść od strony ogrodu, spodziewając się zastać tam swoich bliskich, jednak tuż przed furtką spotkał Nestora – ich ogrodnika, który poinformował go, że państwo spędzają popołudnie w domu. Daniel, nieco zdziwiony, postanowił w pierwszej kolejności zajrzeć do gabinetu ojca, do którego również można było wejść przez ogród. Coś mu mówiło, że jak zwykle siedzi on zakopany w papierach i wykresach, poświęcając każdą wolną chwilę swojej największej pasji, czyli chemii.

Clark Victor Fosters, jak na potomka rodziny z tradycjami aktorskimi przystało, nosił imiona po znanym i uwielbianym przez babcię Elizę aktorze – Clarku Gable’u i reżyserze Victorze Flemingu. Niestety, nie odziedziczył po swojej matce talentu aktorskiego (za to jego starsza siostra, Greta – jak najbardziej), nie interesowało go też pisanie scenariuszy filmowych, czym w życiu zawodowym zajmował się jego świętej pamięci ojciec. Miał za to duże zdolności do przedmiotów ścisłych i otwarty umysł, chłonący wiedzę niczym gąbka. Szybko okazało się, że nauka to nie tylko jego pasja, ale również sposób na życie i tak jego droga zawiodła go do posady w London Metropolitan University, gdzie był obecnie wykładowcą na wydziale chemii. Prowadził też szereg różnych badań, mających na celu zgłębienie orientacji ludzkości w tej dziedzinie, co można było zaobserwować nawet teraz, bowiem Clark był tak zajęty przeglądaniem dokumentów, iż nawet nie zauważył, że jego syn wszedł do gabinetu.
– Witaj, tato. Co słychać? – przywitał się Dan.
Clark podskoczył na krześle, strącając mały stos papierów z biurka, najwyraźniej zaskoczony, że ktoś do niego mówi. Daniel roześmiał się cicho, przypominając sobie, jak babcia wielokrotnie powtarzała mu, że dobrze się stało, że jest do ojca podobny tylko z wyglądu, a charyzmę odziedziczył po matce. Clark był typem domownika, zamkniętego we własnym świecie i cieszącego się najbardziej z chwil w towarzystwie rodziny, a zwłaszcza żony Lydii, którą uwielbiał. Babcia czasem nazywała go flegmatykiem i chyba było w tym trochę racji.
– Witaj, synu. Jak podróż? – zapytał wstając, by krótko uścisnąć Daniela i posprzątać rozrzucone dokumenty.
– Dobrze. Wpadłem zobaczyć, co u was słychać – odpowiedział Dan, zajmując miejsce po przeciwnej stronie biurka.
– Nie pytaj „co”, tylko lepiej „kogo” – zaśmiał się krótko Clark. – Od kiedy matka wróciła ze szpitala, ani przez chwilę w domu nie jest cicho, a drzwi się prawie nie zamykają. Co rusz nowi goście…
– To dlatego nie siedzicie dziś w ogrodzie?
– Ja mam dużo pracy, a twoja mama pojechała do ciotki Adeli, bo zamarzył się jej jakiś nowy projekt altany czy może garażu? – Clark w zamyśleniu podrapał się po głowie.
– A babcia wypoczywa u siebie? – zapytał Dan, uśmiechając się pod nosem.
– Wypoczywa? Nie żartuj…– parsknął jego ojciec. – Ona sama ciągle mówi, że wypocznie dopiero w trumnie. Z tego co wiem, oczekiwała znów jakiegoś gościa. Paulette miała się nimi zająć. Ja mam straszny nawał pracy… – Clark przerzucił stos dokumentów z miejsca na miejsce, przy okazji strącając z biurka zszywacz.
Daniel zdusił parsknięcie śmiechem i po raz kolejny w swoim życiu zastanowił się nad tym, jak tak praktyczna i zorganizowana kobieta, jak jego matka, mogła zakochać się w takim niezdarnym bałaganiarzu, jakim był jego ojciec?
Wstał i wyjął z torby whisky Maker’s Mark, którą przywiózł dla niego w prezencie.
– Odpocznij trochę. Wiesz, że mama i babcia bardzo się martwią, gdy się przepracowujesz – powiedział, stawiając butelkę na drugim końcu biurka, poza zasięgiem niezdarnych rąk taty.
– I kto to mówi? Na ciebie i twoją pracę też obie narzekają. Taki już nas los, synu. I dzięki za whisky…
– Nie ma sprawy. Do zobaczenia na lunchu w przyszłym tygodniu. – Dan ruszył do drzwi.
– Tak, tak, mama mówiła. Przyjęcie – niespodzianka. Gdzieś to zapisałem… – Clark znów przerzucił stos papierów, a Daniel wyszedł wciąż uśmiechając się pod nosem. Wiedział, że nie minie nawet minuta, a ojciec zapomnij o jego wizycie i na nowo pogrąży się we swoim wyimaginowanym świecie.

❀❀❀

Sypialnia babci znajdowała się na piętrze, we wschodnim skrzydle. Daniel przywiózł jej z USA czekoladki marki Hershey’s, które uwielbiała i był pewien, że babcia ucieszy się z jego wizyty. Lubili spędzać czas w swoim towarzystwie, a on czasem myślał o tym, że jego dziadek, świętej pamięci Rudolf Fosters, miał naprawdę dużo szczęścia spotykając taką kobietę na swojej drodze. Jej pogoda ducha naprawdę czyniła życie łatwiejszym.

Tuż pod drzwiami sypialni Elizy, Dan usłyszał dobiegając z wewnątrz latynoską muzykę. Widać babcia naprawdę się nie oszczędzała. Zapukał dwa razy, ale nikt mu nie raczył odpowiedzieć. Muzyka grała zbyt głośno. Wszedł więc do środka, uśmiechając się na powitanie, jedak zupełnie nie spodziewając się tego, co tam zastanie.
Jego babcia zamiast spokojnie wypoczywać w łóżku, zajęta właśnie była bowiem… nauczaniem. Co prawda siedziała wygodnie w swoimi fotelu, przykryta białym kocem, ale za to dłonie jej śmigały niczym u najlepszego dyrygenta, a na dodatek głośno przekrzykiwała wyjący gramofon.
– Dobrze! Teraz lewa noga w przód, powrót do prawej. O tak! I pamiętaj, że salsa to taniec śmiały, wręcz erotyczny. Musisz zakręcić tym i owym…
– Czy tak dobrze? – zapytała tonem pilnej uczennicy Clara, kręcąc biodrami w taki sposób, że stojącemu wciąż w drzwiach Danowi na chwilę opadła szczęka.
– Dobrze! Masz czym zakręcić, więc tego używaj! – Eliza wesoło klasnęła w dłonie i sięgnęła po swoją filiżankę, stojącą na niewielkim stoliku, obok patery z ciastem. Jak widać, doktor Altman odwiedziła dziś babcię na popołudniowej herbatce, a Elizabeth namówiła ją na obiecaną lekcję salsy. I on sam musiał szczerze przyznać, że pani doktor szło naprawdę nieźle.
Długie nogi, odziane w czarne leginsy, ciemne loki opadające kaskadą na zgrabne plecy, do tego biała, gustowna tunika i czarne szpilki. Seksowne ruchy i duże pokłady zmysłowości. Zdecydowanie było dobrze. Nawet bardzo dobrze.
Daniela z zamyślenia wyrwała nagła cisza. To babcia wyłączyła gramofon.
– Danny! Jak cudownie, że przyjechałeś! – uśmiechnęła się szeroko na widok ulubionego wnuka.
Skonsternowana Clara szybko odwróciła się w jego stronę, a na jej policzkach wykwitły dwa rumieńce. Daniel musiał przyznać, że obraz, jaki nawiedzał go kilkukrotnie w ciągu ostatnich dni nie mijał się z prawdą. Ona rzeczywiście była bardzo ładna. I nadal miała ten uroczy błysk w oku. Na dodatek bez lekarskiego kitla mógł teraz w pełnej okazałości podziwiać jej kobiece kształty. Nie było co ukrywać – warto było przejechać przez zakorkowany Londyn dla takich widoków.
– Dzień dobry, panu – przywitała się z wymuszonym uśmiechem, stając obok fotela babci i najwyraźniej wciąż walcząc z zażenowaniem.
– Dzień dobry. Przepraszam drogie panie za to wtargnięcie, ale muzyka zagłuszyła pukanie. – Daniel wreszcie wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
– Nic nie szkodzi skarbie, siadaj, siadaj! Clara wpadła dziś do mnie na herbatkę. Kochana dziewczyna wie, że taka staruszka jak ja, czuje się bardzo samotna i dlatego przyszła tu w swój wolny dzień. – Babcia Eliza rozpromieniła się jeszcze bardziej i wyciągnęła rękę, by lekko uścisnąć dłoń doktor Altman. Lekarka odwzajemniła ten gest i uśmiechnęła się do swojej pacjentki. Od razu było widać, że obie panie bardzo się polubiły.
– Przepraszam za ten żenujący występ, ale pana babcia postanowiła namówić mnie dziś na lekcję tańca… – Clara wciąż była lekko zawstydzona, ale wreszcie zdobyła się na to, by spojrzeć mu w oczy.
– Proszę się nie przejmować, naprawdę świetnie pani idzie – Daniel uśmiechnął się do niej szczerze.
– Oczywiście, że świetnie! Ona ma prawdziwy talent. Raz, dwa zrobię z niej doskonałą tancerkę – zadeklarowała Eliza.
– To nie będzie konieczne. Chyba jednak zostanę przy medycynie – zaśmiała się krótko. – Niestety, muszę już iść. Proszę mi obiecać, że będzie się pani oszczędzała i zażyje wszystkie zalecane leki. – Clara pogroziła babci palcem i sięgnęła po swoją torebkę.
– Obiecuje ci to, kochana. Naprawdę musisz już jechać? Może napijesz się jeszcze herbatki? Dan dopiero przyszedł…
– Niestety, jutro rano mam dyżur, ale na pewno odwiedzę panią we wtorek, o zwykłej porze. Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie, było mi bardzo miło. – Clara uśmiechnęła się do babci, a później jej wzrok znów przeniósł się na wciąż stojącego w drugim końcu pokoju Daniela.
– Życzę pani udanego dyżuru – mruknął, przesuwając się tak, by mogła przejść.
Czuł się głupio wiedząc, że już drugi raz żegna się z nią w ten sam sposób, ale niestety, nic oryginalniejszego nie przyszło mu teraz do głowy. Domyślał się, że jego babcia była tym wyraźnie zawiedziona.
– Dziękuję bardzo. Do widzenia państwu. – Clara jeszcze raz się do nich uśmiechnęła, po czym wyszła z pokoju.

Daniel starał się ukryć dziwne zakłopotanie, jakie go ogarnęło,
– Jak się czujesz? – zapytał, podchodząc i składając na policzku babci powitalny pocałunek.
– Naprawdę za nią nie pójdziesz? Przecież chcesz.– Eliza uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.
– Daj spokój, babciu. To nie najlepszy pomysł, przecież wiesz. – Daniel podał staruszce czekoladki, jednak nie usiadł na stojącym obok krześle. Za to niepewnie spojrzał w stronę przed chwilą zamkniętych drzwi.
– Wiem tylko, że to miła dziewczyna. Polubiłbyś ją… i być może zapomniał… – Babcia spojrzała na niego z czułością i pogładziła go po dłoni.
– I niby co mam jej powiedzieć? – Daniel znów spojrzał w stronę wyjścia. Czy naprawdę powinien pobiec za doktor Altman i gdzieś ją zaprosić? Ile razy w ciągu ostatnich kilku dni zastanawiał się nad tym, czy poszłaby z nim na tego drinka, gdyby wtedy oboje mieli czas?
Chyba zbyt wiele razy o tym myślał, by teraz móc przepuścić taką okazję.
– Mnie pytasz? Przecież doskonale wiesz co. No idź! – ponagliła go babcia, nie kryjąc podekscytowania.
Daniel nie zastanawiał się dłużej i szybko wybiegł z pokoju. Nie wiedział czy dobrze robi, ale poczuł, że jeśli nie zacznie działać, to być może jego życie już zawsze będzie stało w takim martwym punkcie, w jakim znajdowało się teraz.

❀❀❀

Clara właśnie miała wsiąść do swojego czerwonego citroena, gdy usłyszała, jak ktoś woła:
– Doktor Altman, proszę chwileczkę poczekać!
Skonsternowana rozejrzała się dookoła i spostrzegła, że Daniel Fosters biegnie w jej stronę.
– Czy coś się stało? Coś nie tak z pańską babcią? – zapytała zmartwiona.
Mężczyzna stanął przed nią i złapał głęboki oddech.
– Może jednak poszłaby pani ze mną na drinka? – wypalił.
Clara szczerze się zdziwiła. Czy on naprawdę był skłonny posłuchać nalegań i rad babci i gdzieś ją zaprosić? Była pewna, że nie ulegnie temu pomysłowi, bo wciąż wewnętrznie przeżywa rozstanie z wieloletnią partnerką.
– Panie Fosters… – zaczęła ostrożnie.
– Daniel. Pan Fosters to mój ojciec. I tylko jego studenci tak do niego mówią, bo zwykle tak jak ja woli, by zwracano się do niego po imieniu. – Daniel uśmiechnął się rozbrajająco, a Clara w duchu musiała przyznać mu rację. Jego rodzice już dawno prosili ją, by mówiła do nich bez zbędnych formalności.
– Naprawdę ci dziękuję… Danielu, ale nie musisz ulegać presji i oczekiwaniom…
– Pani doktor…
– Clara. Jeśli mam zwracać się do ciebie po imieniu to proszę, by działało to w obie strony – ona również uśmiechnęła się lekko.
– Nikt nie musi wywierać na mnie presji, bym chciał się z tobą umówić, Claro. – Daniel posłał jej nieco łobuzerski uśmiech, a ona na ten widok nerwowo przygryzła wargę. Sprawy przybierały niebezpieczny obrót.
Ten mężczyzna, musiała to szczerze przyznać, naprawdę ją intrygował. Eliza zdążyła jej już trochę o nim opowiedzieć, a on sam sprawiał wrażenie ciekawego człowieka, w towarzystwie którego na pewno by się nie nudziła, ale… Właśnie. W jej życiu istniało pewne poważne „ale”.
– Wybacz, Danielu, ale nie mogę – odpowiedziała, odwracając wzrok.
Dan przyglądał jej się przez chwilę lekko skonsternowany.
– Rozumiem, że jutrzejszy dyżur… Więc może innym…
– Nie chodzi o dyżur – przerwała mu. – Ja po prostu nie mogę. Uwierz mi, tak będzie lepiej. Muszę już iść. Do widzenia. – I nie czekając na jego odpowiedź, wsiadła do samochodu i odjechała najszybciej jak mogła.
Daniel jeszcze kilka chwil stał na parkingu zupełnie nie rozumiejąc dziwnego zachowania pani doktor. Czyżby ona się czegoś obawiała? W każdym razie, właśnie najwyraźniej dostał od niej mocnego kosza. Uśmiechnął się kwaśno pod nosem i kopnął leżący na podjeździe kamień. No cóż… Najwidoczniej był ostatnio skazany na brak szczęścia w kontaktach z kobietami.

❀❀❀

Clara zamknęła za sobą drzwi i rzuciła klucze na niewielki stoliczek stojący w holu. Dobrze było znów znaleźć się w jej niewielkim mieszkanku na Queen Caroline Street w Hammersmith. Jej prywatny azyl, w którym mogła poczuć się znów choć trochę bezpieczniej.
Odłożyła torebkę na stół w kuchni, nalała sobie lampkę wytrawnego wina i przeszła do salonu. Z przyjemnością zdjęła buty, po czym z ulgą opadła na czarną, skórzaną kanapę. Cisza i spokój… I żadnych wyrzutów z powodu tego, jak potraktowała Daniela.
Tego właśnie teraz chciała. Niestety. Cichy głosik w jej głowie wciąż uparcie szeptał jej, że przecież naprawdę ma ochotę gdzieś z nim pójść, poznać go lepiej, porozmawiać z nim nieco dłużej. I znów móc oglądać te jego niezwykłe tęczówki.
O tak. Daniel Fosters miał naprawdę intrygujące oczy. Wydawało się, że są jasno niebieskie, jednak, gdy dłużej się w nie patrzyło, można było dostrzec delikatne, zielone refleksy. Jednak Clarę hipnotyzowało w nich coś zupełnie innego. W jego spojrzeniu czaiła się jakaś iskierka ciepła i szczerości, która mówiła jej, że Daniel to porządny facet, któremu być może mogłaby zaufać.
Nagły dźwięk telefonu wyrwał ją nagle ze sfery rozmyślań. Westchnęła cicho i wychyliła się, by sięgnąć po słuchawkę.
– Altman, słucham? – burknęła, przekonana, że najpewniej ktoś ze szpitala znów czegoś od niej chce.
– Dzień dobry, tu Kelly Dawson z magazynu dla sfrustrowanych seksualnie samotniczek, czy mam przyjemność rozmawiać z wygłodniałą doktor Altman?
– Kelly, potworze! Miło cię słyszeć! – roześmiała się, ponownie wygodnie opierając się o kanapę i czując ulgę na dźwięk głosu swojej najlepszej przyjaciółki.
– Dzwoniłam wcześniej, ale cię nie było.
– Pojechałam z wizytą do pacjentki – wyjaśniła.
– O Boże, Cla, naprawdę nie masz ciekawszych zajęć w weekend niż praca? – zaśmiała się Kelly.
– I kto to mówi! Jak cię znam, to na pewno siedzisz teraz za biurkiem.
– Pudło, skarbie. Siedzę w aucie i zajadam pączka. Właśnie prowadzimy obserwację podejrzanego…
– Glina i pączki? Nie dajesz stereotypom żadnych szans – Altman parsknęła śmiechem.
– Tak jak i ty. Czemu siedzisz w domu, zamiast właśnie wyrywać jakiegoś przystojniaka? – dociekała.
– Dobrze wiesz, dlaczego – odpowiedziała poważnie Clara.
– Wystarczy! Jeśli znów zaczniesz gadać o odpowiedzialności, to jak mamusię kocham, zdzielę cię pałką, jak tylko w przyszłym miesiącu odbierzesz mnie z lotniska! – zawołała najwyraźniej wzburzona.
Clara westchnęła i przymknęła oczy, jednak szybko je otworzyła, gdy w jej wyobraźni, nie wiedzieć czemu, pojawił się obraz zawiedzionego Daniela Fostersa.
– Nie mogę, Kelly. Nie potrafię…
– Nie potrafię! Nie potrafię! – przedrzeźniała ją Dawson. – Nie, że nie potrafisz, tylko nie chcesz, a to zasadnicza różnica! Przestań się nad sobą użalać, Altman! Pora żyć dalej. Carpe diem i te inne bzdury, które mówią o tym, by nie tracić okazji. Nie wmówisz mi, że nie było jeszcze żadnego chętnego!
– Kelly…
– Opowiadaj natychmiast. Ilu? Jak ich oceniasz? Myślisz, że któryś jest dobry w łóżku? – zagadywała.
Clara ponownie parsknęła śmiechem. Kelly naprawdę potrafiła wszystko sprowadzić do jednego tematu, ale właśnie za to ją uwielbiała. Za jej bezpośredniość i szczerość.
Poznały się, gdy Clara jeszcze jako stażysta została wyznaczona do pozszywania jej rany. Wtedy była pewna, że ma do czynienia z jakąś pospolitą przestępczynią, która naraziła się nieodpowiednim ludziom. Kelly pracowała wtedy pod przykrywką. Dopiero po jakimś czasie Clara dowiedziała się, kim panna Dawson naprawdę jest i szybko polubiła czarnoskórą, wysoką i niebywale wytrzymałą psychicznie panią detektyw. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że ta znajomość kiedyś uratuje jej życie…
– Za długo milczysz. Więc ktoś się jednak pojawił?
– Masz rację, miałam kilka propozycji. Ostatnią dosłownie kilka chwil temu.
– I co, zgodziłaś się? – dociekała Kelly.
– Nie, ale tym razem naprawdę nie mogłam… – zaczęła się tłumaczyć.
– Dlaczego? To była propozycja od twojego pacjenta?
– Nie. Tak dokładnie to od wnuka mojej pacjentki. Jest naprawdę miły…
– O! Robi się ciekawie! Opowiadaj dalej! – nalegała Kelly.
– Nie ma o czym. Zaprosił mnie na drinka, ja mu odmówiłam i oto cała historia.
– Czasem zachowujesz się jak dziecko, Altman! Co z nim było nie tak, że nie mogłaś się z nim spotkać, co? Jest jakiś wyjątkowo paskudny?
– Nie. Wręcz przeciwnie… – Clara przygryzła wargę i znów zamknęła oczy. Obraz Daniela pojawił się prawie od razu.
– Opowiedz mi o nim – zażądała Kelly.
– No cóż. Jest miły, bardzo kulturalny…
– Nie pieprz, Cla! Jak wygląda? Opisz mi go!
– Jest wysoki, dobrze zbudowany, co najpewniej zawdzięcza częstym wizytom w siłowni. Ma włosy w kolorze ciemnego blondu i niesamowicie głębokie spojrzenie. Takie intrygujące…
– Intrygujące? – podchwyciła chciwie jej przyjaciółka.
– Tak… Ma też miły głos, lekko zachrypnięty, wiesz z serii tych przyprawiających o ciarki.
– Umm, brzmi smakowicie – mruczała Kelly.
– Bo taki jest. Nasza Anett na pewno nadałaby mu miano super apetycznego ciacha.
– Aż tak? Super! To teraz mów, co cię powstrzymało przed randką z… Jak on ma na imię?
– Daniel. Rodzina mówi na niego Dan lub Danny.
– Ładnie! Daniel i Clara, zakochana para…
– Kelly, nie bądź dziecinna! – zganiła ją.
– Dlaczego mu odmówiłaś? Jeśli znów powiesz, że przez Oliv…
– Przestań! – zdenerwowała się Altman.
– No właśnie. Odmówiłaś przez niego? Znowu chcesz uciekać? – zdenerwowała się Dawson.
– Nie… Nie tylko przez niego. Odmówiłam, bo z Danielem niedawno zerwała dziewczyna. Podobno bardzo go to dotknęło. Byli ze sobą dość długo…
– Jakoś niespecjalnie to przeżywa, skoro cię gdzieś zaprosił – wtrąciła Kelly.
– Myślę, że zrobił to tak trochę na siłę – mruknęła pod nosem Clara.
– I co z tego? Przecież nie musisz wcale wiązać z nim żadnych planów na przyszłość. Po prostu skorzystaj z okazji! Wyjdź z domu! Zabaw się trochę w fajnym towarzystwie – pouczała ją przyjaciółka.
– To nie takie proste.
– Właśnie, że to jest bardzo proste!
– Sama nie wiem… – westchnęła ciężko.
– No nie! I kto tu się zachowuje jak dziecko? Obiecałaś mi, Claro. Pozwoliłam ci wyjechać, bo miałaś na nowo żyć, a nie zamykać się w jakiejś skorupie! – Głos Kelly był pełen słusznych pretensji.
– Chyba masz rację – zgodziła się potulnie z przyjaciółką.
– Masz się z nim umówić, przynajmniej jeden raz! Skoro koleś jest niesamowity, to chociaż będziesz miała na co popatrzeć, jeśli w rozmowie okaże się nudziarzem. Zdasz mi relację zaraz po moim przyjeździe, więc lepiej się postaraj i szybko go gdzieś wyrwij – ostrzegła ją poważnym tonem.
– A jak nie, to jednak zdzielisz mnie pałką? – zaśmiała się.
– No się wie! Przecież mnie znasz. Czekaj no, podpowiem ci jak go poderwać…
Clara wstała i udała się do kuchni po kubek zielonej herbaty, a przyjaciółka w tym czasie opowiadała jej, jak ostatnio poderwała jakiegoś nudnego sprzedawcę samochodów.

❀❀❀

„Może jednak poszłaby pani ze mną na drinka”? Stary, zaćmiło cię chwilowo, że palnąłeś takim głupim tekstem? – zapytał Will, jednocześnie odgrywając jego piłkę i posyłając ją w ścianę frontową kortu do squasha.
Grali już trzeciego seta, ale Daniel dopiero teraz zdobył się na to, by opowiedzieć kumplowi o koszu, jaki otrzymał od Clary.
– Myślisz, że mi łatwo? Od czterech lat nie zapraszałem nigdzie żadnej laski – burknął Dan, serwując. Mecz był bardzo intensywny i z obu mężczyzn pot lał się strumieniami.
– Ale pamiętam, że kiedyś nieźle ci to szło. Jak poderwałeś Alyss?
– Amanda nas ze sobą poznała, na imprezie firmowej – odpowiedział, jednocześnie starając się zdobyć przewagę w rozgrywce.
– No to słabo, kolego. Myślę, że takim tekstem to jej niestety nie zaimponowałeś.
– Sam widzisz. Pewnie wzięła mnie za ostatniego kretyna. Odjechała praktycznie z piskiem opon.
Willard zaśmiał się krótko z nieszczęścia kumpla i wykonał następny serw. Miał zamiar wygrać ten mecz, a rozkojarzenie Daniela skutecznie mu w tym pomagało.
– Ładna jest? – zagadnął Fostersa.
– Taa… Ładna i interesująca – odpowiedział Daniel, z całej siły odgrywając piłkę.
– Na pewno czujesz się już gotowy na chodzenie na randki?
– Nie mam zamiaru dłużej uchodzić za cierpiętnika. Wyobraź sobie, jaką Ian ma zabawę ciągle mi to wypominając przy całej rodzinie. – Daniel cieszył się, że ma okazję wyładować swoje frustracje wymachując rakietą. Tego było mu trzeba na dobry początek pracowitego tygodnia.
– To przełknij wreszcie tę porażkę i zacznij żyć dalej – doradził mu Will.
– Nie widzisz, że próbuję? Jednak pierwsza laska, na którą w ogóle zwróciłem uwagę, od razu uciekła. Chyba straciłem umiejętność skutecznego podrywu – zakpił Dan, znów uderzając piłkę tak, że rakieta złowieszczo zatrzeszczała.
– Stary i tak od razu się poddajesz? Przecież kiedyś potrafiłeś zdobywać laski miesiącami tylko po to, by potem rzucać je po dwóch tygodniach.
– Daj spokój. Wiem, kiedy sprawa jest z góry przegrana. Ona nie…– Daniel wykonał kolejny serw, wkładajac w niego całą swoją gorycz i frustrację, i wtedy poczuł silny, przeszywający ból prawego barku.
Krzyknął krótko i upuścił rakietę. Złapał się za ramię i opadł na kolana, kompletnie zamroczony bólem.Will w następnej sekundzie znalazł się przy nim, by sprawdzić co się stało.
– Paskunda sprawa! To ten bark, który wybiłeś w czasie wypadku na motorze w zeszłym roku? – zapytał przyjaciela.
– Taaa. Boli jak jasna cholera! – Daniel zaciskał zęby, by stłumić jęk.
– Tym razem chyba nie obejdzie się bez wizyty w szpitalu – stwierdził Will.
– Świetnie. Dawno nie miałem tak dobrej passy, wizyta w szpitalu to jej ukoronowanie. – Daniel próbował ironicznie się uśmiechnąć, ale wyszedł mu z tego jedynie grymas bólu.
Will pomógł przyjacielowi podnieść się z parkietu. Wiedział, że Daniel nie znosił pokazywać swojej słabości, a jeszcze bardziej nienawidził tego, jak ktoś mu ją wytykał. Dlatego wolał nie uświadamiać kumpla, że odnowienie kontuzji było spowodowane jego ewidentnym rozkojarzeniem od samego początku rozgrywki. Zastanawiał się tylko, czy powodem tego było to, że Fosters dalej wewnętrznie przeżywał wyjazd Alyssy, czy też niezrozumiała odmowa pani doktor tak zaprzątała jego myśli. Jednakże Willard Manning nie byłby najlepszym agentem gwiazd w całej Anglii, gdyby uzyskanie jakiejś informacji miało stanowić dla niego problem. Wyciągnie z Dana, czym tamten tak się dręczy, a później zrobi wszystko, by jakoś mu pomóc. Od tego przecież są przyjaciele.

❀❀❀

– Zwichnięcie stawu ramiennego – zawyrokował lekarz z izby przyjęć, dokładnie oglądając bark Daniela.
– Miałem to po wypadku na motorze… – wtrącił mężczyzna, starając się nie jęknąć z bólu.
– Często dochodzi do odnowienia tej kontuzji. No nic, musimy panu nastawić bark i na kilka dni założyć specjalne usztywnienie. Po tym czasie ręka powinna jako–tako wrócić do normy, ale musi pan się oszczędzać – zaznaczył lekarz.
– Wspaniale – zironizował Daniel, wściekły o to, że znów przydarzyło mu się coś takiego. Los się chyba ostatnio na niego uwziął.
– Ile to potrwa, panie doktorze? Czy Dan będzie musiał zostać w szpitalu? – dopytywał Will.
– Nie widzę takiej konieczności. Zaraz przyjdzie pielęgniarka, by przygotować pana do zabiegu, a ja powiadomię ortopedę, który zjawi się tu, by nastawić zwichnięcie. – Lekarz wpisał coś do karty, po czym odsunął stojący dookoła łóżka parawan i wyszedł.
– Świetny początek tygodnia – narzekał Daniel.– Mam dziś cztery spotkania i wideokonferencję z Sydney….
– Odwołaj to. I tak nie dasz rady prowadzić samochodu, a ja nie mam czasu wozić cię po całym mieście. – Will założył ręce na piersi i starał się nie wybuchnąć śmiechem na widok nieudolnie tłumionej irytacji kumpla.
– Zadzwonię po Todda, będzie musiał robić dziś za mojego szofera. – Daniel sięgnął do swojej sportowej torby, by wyjąć z niej komórkę.
Doktor Trevell proszony na izbę przyjęć. – W głośniku tuż nad ich głowami rozległ się głos pielęgniarki.
– Może już ściągają twojego ortopedę – dywagował Will.
– Może… – mruknął Dan, szukając odpowiedniego numeru w swoim smartfonie, co wcale nie było łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że musiał to zrobić lewą ręką.
Doktor Altman proszona do sali zabiegowej numer trzy – rozległo się nowe wezwanie.
Daniel zerwał się na równe nogi i z wrażenia upuścił telefon.

 

❀❀❀

Witajcie Kochani!

Jest obiecany rozdział II.
Naprawdę nie musicie się martwić, opowiadanie na pewno nie zostanie porzucone – jestem pełna pozytywnej energii i chęci pisania, więc wszystko to tylko kwestia wolnego czasu.
Mam nadzieję, że już wkrótce będę Was mogła gościć przy III rozdziale :)
Podziękowania dla Anny za ekspresowe zabetowanie.
Pozdrowienia dla mojej kochanej bety ekspresowej – Kingi oraz dla mojej bety DŚ – Leny.
Uściski dla mojego Rudzielca, jeśli przeczyta ten rozdział.
No i wielkie Podziękowania, Pozdrowienia i Uściski dla Was Wszystkich! :)
Dziękuję, że tu ze mną jesteście!

Venetiia

Komentarze do wpisu:

  • Lena pisze:

    Ojej.
    Przez chwile naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć. Super rozdział. Lubię Daniela, lubię Clare, ale gdzie jest Ian? Ostatnio juz wspominałam, ze to mój faworyt, zaraz po babci Elizie oczywiście.
    Pisz szybko następny rozdział!
    Pozdrawiam :)

  • Brose pisze:

    Po tym jak zaczęłaś pisać to opowiadanie to myślałam, że nie dam rady przestawić się z Dramione na coś zwykłego, ale tobie wszystko wychodzi genialnie .
    Świetnie się zapowiada wiecej postaram się napisać jak akcja rozkręci się jeszcze bardziej :D już się nie mogę doczekac następnego :D
    pozdrawiam :*

  • Anna pisze:

    Z tego wszystkiego chciałabym najbardziej zobaczyć minę Danny’ego, kiedy zobaczył tańczącą Cla, a następnie, kiedy głos pielęgniarki w interkomie wywołał jej nazwisko. Ach, ten popłoch :D
    Tak, tak, pisz koniecznie! Już niedługo będę miała bardzo dużo czasu na poprawianie tekstów i wręcz nie mogę się doczekać, aż dostanę trójkę :D
    Ściskam również, A.

  • Zolka pisze:

    Na początku się wściekałam, że to nie dramione, ale tobie wychodzi wszystko! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!!! Babcia Eliza jest najlepsza i niezastąpiona!! Pozdrowionka :-)
    Pisz szybko bo cię porwę, uwiężę, zamknę w klatce i rozkaże pisać!:-)

  • BlackCape pisze:

    Historia coraz bardziej wciąga. Wiadomo, dopiero drugi rozdział, ale główny bohater roztacza wokół siebie taką dziwną aurę, że chce się go poznawać bardziej. Liczę, że w niedługim czasie pozwolisz nam poznać go jeszcze lepiej. ;)

  • Bardzo podobał mi się rozdział, czekam na ciąg dalszy :)

  • Witaj! :)
    Świetny rozdział, historia staje się coraz bardziej interesująca. Babcia Eliza jest rozbrajająca :D Muszę przyznać, że polubiłam ojca Daniela oraz Kelly i ubóstwiam pomsył Clary i Daniela razem!Tak się cieszę, że trafił akurat na Clarę ♥
    Rozdział niesamowity jak wszystko, co piszesz i czekam na kolejny.
    PS. Nie nadużywaj słowa skonsternowany :P
    PPS. Uwielbiam Cię!

  • AryaRiddle pisze:

    Co tu dużo pisać?
    Świetne i tyle.
    Gdy pojawi się więcej rozdziałów z pewnością zrecenzuje.
    A tym czasem, gdzie Ian?
    Czekam na niego cierpliwie.

  • Marta pisze:

    widzę, że nie tylko ja już tęsknię za Ianem :) pisz kolejny rozdział, nie mogę się doczekać :)

  • Cassie pisze:

    Z racji tego, że nie przepadam zbytnio za historiami typowo romantycznymi, więc wybacz, ale mogę być trochę surowa.
    Szczerze mówiąc, to nic się nie dzieje. Ale to w sumie dobrze. Dzięki temu mam wrażenie, jakby bohaterowie w każdej chwili byli w stanie przenieść się do świata rzeczywistego. W końcu życie zwykłych śmiertelników nie jest wypełnione ciągłymi zwrotami akcji czy też niespodziewanymi i niezaplanowanymi wydarzeniami. Niestety, życie jest nudne pod tym względem (o ile, oczywiście, nie jesteś jakimś superbohaterem, który walczy ze złoczyńcami). :)
    Ian jest tutaj takim „złym” charakterem, aczkolwiek jestem pewna, że nieraz zaskoczy. :)
    Natomiast sprawa Clary i Daniela na chwilę obecną utknęła, ale myślę, że nie na długo. :)
    Pozdrawiam! I weny życzę! :)

  • Basia Śpiewacz pisze:

    Super szczegóły, dopracowanie i twoja precyzja w pisaniu. Mam jeszcze prośbę odnośnie tego, że również zamierzam pisać bloga- książkę o zupełnie odmiennej tematyce, ale chciałabym poprosić ciebie jako wprawionej blogerki o radę na mailu. Czy jeśli w miarę często wchodzisz na bloga i stronkę to mogłabym wtedy liczyć na odpowiedź na moje pytanie, które zadam na priv?

  • nugaciatko pisze:

    Rozdział bardzo fajny i…i Nie wiem co napisać:-o ale może zacznijmy od tego, że masz naprawdę duży talent<3 ja piszę książki ale tak dla siebie i głównie w zeszytach. Ostatnio zdecydowałam się na książkę w komputerze, ale nie będę jej publikować:/ no wracając do ciebie to na pewno będę czytać twoje opowiadanie. Biedny Dan…szkoda mi go:-( Clara będzie mu nastawiać ten bark? Chyba nie. Może przyjdzie jako ta pielęgniarka? Nie mogę się doczekać ciągu dalszego<3 na kiedy przewidujesz nowy rozdział?
    Pozdrawiam i życzę mega dużo weny<3!

  • Pat pisze:

    Świetne opowiadanie ^.^ miło się czyta, poza tym ciekawie piszesz. Tak więc powodzenia, przesyłam wiadro weny, no i czekam na ciąg dalszy! ;)

  • Zolka pisze:

    Kiedy rozdział 3?
    Pozdrowionka:-)

  • Magda pisze:

    Ekstra pomysł na opowiadanie i jeszcze lepsze wykonanie. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i życzę weny :*
    Magda

  • Serpensortia pisze:

    Wybacz, że tak późno piszę komentarz, ale przez prawie 3 tygodnie nie miałam dostępu do internetu. Jak zwykle rozdział świetny, trzymasz poziom.
    Jedyne co mi się wrzuciło w oczy to: „teraz zaraża dobrym nastrojem rzesze gości, które ją odwiedzają” – tutaj raczej powinno być „którzy”.
    „Nagły dźwięk telefonu wyrwał ją nagle ze sfery rozmyślań.” – wydaje mi się, że to nagły i nagle to powtórzenie.
    A tak poza tym czytało mi się lekko, naprawdę potrafisz wciągnąć czytelnika w swój świat. :)
    Niby nic się nie dzieje specjalnego, żadnych fantastycznych dodatków, a jednak całość ma w sobie coś magicznego. W dodatku potrafisz zgrabnie wprowadzać nowe postaci, co nie jest takie proste i często można się pogubić. Ja na razie wszystkich ogarniam, więc jest dobrze. :D Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Życzę weny i pozdrawiam!

  • Ach ta doktor Altman, pojawia się i miesza w głowie Dana. :)
    Nie mam zbyt wiele do powiedzenia po przeczytaniu tego rozdziału. Fajnie i miło się go czyta i… No to w zasadzie byłoby na tyle.
    Mam nadzieję, że przy kolejnym rozdziale – który, na marginesie mam nadzieję, że pojawi się niedługo – uda napisać mi się coś więcej. :3
    Pozdrawiam,
    Dominika.

  • Paulina pisze:

    Przeczytalam z checią, tak jak z chęcią i przyjemnoscią wracam do Dwoch Swiatow, Gdy jestesmy sami i Rubin i Stal :) i powiem jedno: pisz! Byle jak najwięcej! Bo czuje ogromny niedosyt :) Czekam z niecierpliwoscia na kolejne rozdzialy. Pozdrawiam, Paulina

  • Lena pisze:

    Przeczytałam wszystkie rozdziały po raz kolejny i… stwierdziłam, że się stęskniłam za tym opowiadaniem, jak tęskni się za dobrą książką, gdy się długo do niej nie wraca. Więc – kiedy nowy rozdział? :)

  • niuisa pisze:

    czyli to przeznaczenie, że się jeszcze raz spotkają

  • Lea pisze:

    Kiedy następny???

  • Iwona G. pisze:

    Witaj =)
    Rozdział 2 przeczytany jednym tchem… Babci swatanie prawie wyszło. Nie przewidziała jednego…Że Clara odmówi Danielowi :) Mega pozytyw w postaci przyjaciółki :) Po tym wpisie mogę powiedzieć, że jest dokładnie taka sama jak moją najlepsza Przyjaciółka :)
    Na usta ciśnie się tylko pytanie: co zrobił Oliver (bo wnioskuje, że tak ma na imię owy delikwent), że Clara nie chce o nim nawet słyszeć?
    Biedny Daniel kontuzjowany…poboli, poboli i przejdzie, a jest okazja aby spotkać się z Panią Doktor…po jego reakcji mam tylko nadzieje, że nie ucieknie nim ona wejdzie do zabiegowego :)
    Pozdrawiam i dużo, dużo, dużo weny życzę :) I oczywiście niecierpliwie czekam na rozdział 3 :)

  • niuisa pisze:

    Venitko tęsknimy za twoimi rozdziałami ;-(

  • Ainet pisze:

    Venetiio, „New Yorku” albo „Nowego Jorku”. „Nowego Yorku” nie piszemy.

    • Vinetiia pisze:

      Oczywiście masz rację, bardzo Ci dziękuję, na pewno to poprawię. Ani ja, ani beta nie zauważylysmy tego oczywistego błędu. Pozdrawiam :)

Odpowiedz na „Nellie LestrangeAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *