05 czerwca 2015

Rozdział I

by Venetiia-Noks

Komentarze: 45

Ilość wyświetleń: 5 571

Dwa miesiące później…

Światła przejeżdżającego z naprzeciwka samochodu oślepiły go na krótką chwilę. Westchnął i przyciszył radio, by nieco stłumić głos jakiejś kolejnej gwiazdki jednego sezonu, która wyła coś o nieszczęśliwej miłości.

Nieszczęśliwa miłość? Jakie to ckliwe!

Musiał jednak przyznać, że nigdy nie przypuszczał, że jego kiedyś też to spotka. Był silny – tak o sobie myślał i za takiego uważali go inni. Dawał sobie radę z naprawdę trudnymi problemami, jakie często spoczywały na jego barkach. Przecież był prezesem jednej z czołowych wytwórni muzycznych w tym kraju. Potrafił bez pardonu niszczyć konkurencję i odnosić kolejne sukcesy w branży, lansując prawdziwe gwiazdy, a nie mierne podróbki talentu, jak dziewczyna, która wciąż zawodziła w radiu o tym, jak źle ulokowała swoje uczucia.

Rodzina i przyjaciele byli z niego dumni, a on sam nigdy nie tracił wiary w to, że może osiągnąć każdy cel. Dlatego też tak bardzo bolała go każda porażka… A właśnie jedną odniósł. Dotkliwą i przytłaczającą. Czuł jakby przegrał bezpowrotnie swoje plany i marzenia. To już dwa miesiące, jak odeszła zostawiając go z krótkim SMS–em na wyświetlaczu komórki.
Nie miała żalu czy pretensji. Po prostu miała dość takiego życia.

Po czterech latach spędzonych razem, nie zdobył się nawet na to, by się jej oświadczyć. Przecież to planował, tylko jeszcze nie teraz. Miał za dużo na głowie, bo wytwórnia szykowała duży kontrakt, a na horyzoncie pojawiła się również opcja przejęcia kilku mniejszych spółek, co niewątpliwie wzmocniłoby ich już i tak dobrą pozycję na rynku. Jednak, gdy tylko miałby to za sobą, to może kiedyś, w któryś weekend, albo może w piątą rocznicę ich związku… Może wtedy by to zrobił.

Jednak dla Alyssy „kiedyś” równie dobrze mogło oznaczać „nigdy”. Nie była kobietą, dla której liczyły się tylko deklaracje. Ona cieszyła się każdą chwilą, czerpiąc z życia pełnymi garściami i oczekiwanie na jego kolejny ruch najwyraźniej w końcu ją znudziło. Zaczęła szukać innej drogi, nowego sensu.
I znalazła go w USA, z dala od niego i ich wspólnego świata.

Byli doskonałą parą – tak wszyscy o nich mówili. Alyssa osiągała sukcesy w branży aranżacji wnętrz, a jego wytwórnia zebrała kilka nagród, które sprawiły, że obecnie prawie każdy artysta na wyspach miał nadzieję z nim współpracować. Media pisały o nich jako o doskonałym przykładzie sukcesu, nie tylko w sferze kariery, ale również w miłości, bo nikt nigdy nie miał wątpliwości co do tego, jak bardzo on i Aly byli w sobie zakochani.Teraz wyszło na to, że wszyscy się pomylili. A najbardziej on, wierząc w niezłomność i trwałość jej uczuć.

Wiedział, że nie ma sensu tego rozpamiętywać i na nowo rozdrapywać bolesnych ran. Stało się i już. Odeszła, a on musiał nauczyć się z tym żyć.

Tylko czy można żyć bez skrawka własnego serca?

To nie mogło być proste…. I w jego przypadku, również nie było.

❀❀❀

Zaparkował samochód na podziemnym parkingu i wysiadł z niego z wielką niechęcią. Nienawidził szpitali, a odwiedziny u chorego zawsze kojarzyły mu się z braniem udziału w jakimś przedstawieniu. Wszyscy byli dla siebie mili, nie chcąc pogarszać stanu osoby, którą odwiedzali, a tuż za drzwiami sali rzucali się sobie do gardeł.

Mógł się spodziewać, a w zasadzie był pewien, że jego kuzyn Ian już tylko czeka, by znów zapytać go, czy wie coś więcej na temat testamentu babci. A przecież ona ani myślała umierać! Miała w sobie energię i wigor niejednej dwudziestolatki. Niemniej jednak, ten ostatni atak serca wyglądał na poważny i stąd ta przymusowa wizyta w szpitalu.

Wjechał windą na czwarte piętro. Oddział Kardiologii, na którym to jego babcia bardziej uchodziła za gwiazdę, niż pacjentkę.

Elizabeth Fosters – emerytowana aktorka komediowa, znana i wciąż uwielbiana przez tłumy. Wystarczyło tylko popatrzeć na to, ilu jej fanów wciąż przysyłało jej kwiaty i kartki z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Dla niego jednak Elizabeth była nie tylko sławną aktorką. Była po prostu jego ukochaną babcią i najlepszą przyjaciółką. Zawsze mógł na nią liczyć, bo mocno go wspierała i szczerze w niego wierzyła. Sama jej obecność zwykle wystarczała, by pomimo swoich trosk i problemów poczuł się lepiej. Teraz też bardzo tego potrzebował…

– Witam, panie Fosters. Pana babcia na pewno się ucieszy! – przywitała go pielęgniarka, gdy tylko wyszedł z windy.

Babcia Eliza ekspresowo podbiła serca całego personelu, a wszystkich lekarzy z oddziału dosłownie owinęła sobie wokół palca. Taka już po prostu była – potrafiła zarażać ludzi swoim niebywałym optymizmem i nigdy niegasnącym poczuciem humoru.

Wszedł do sali starając się przywołać na usta uśmiech. Nie chciał martwić nikogo swoją marsową miną. Dwa miesiące depresji po zerwaniu z dziewczyną powinny wystarczyć, by się z tym pogodzić. Musiał udawać, że mu się to udało.

– Jest i moje słonko! – ucieszyła się babcia, zwłaszcza widząc swoje ulubione czekoladki w jego rękach.
– Jak tam zdrówko, moja ulubiona staruszko? – zapytał żartobliwie, składając na jej policzku powitalnego buziaka.
– Hej! Tylko nie staruszko! Choćby zaraz mogę pójść z tobą na tańce. – Babcia, lekko klepnęła go w ramię i uśmiechnęła się rozpromieniona, jednocześnie odbierając podarunek.
– Rozpieszczasz ją, synku! – skarciła go lekko jego matka, Lydia Hall–Fosters, która siedziała na krześle, tuż przy łóżku babci, a którą Daniel również przywitał pocałunkiem w policzek.
– Cicho tam! Mój wnuk wie, czego mi trzeba – oświadczyła pogodnie Elizabeth.
– Oczywiście, że wie. W końcu to doskonały w każdym calu Daniel Fosters. – Kpiący głos Iana rozległ się od wejścia do sali.
– Witaj, kuzynie. Widzę, że nic się u ciebie nie zmieniło i jak zwykle jesteś w zgryźliwym humorze – dociął mu Daniel.
– Lepiej w takim, niż w wiecznej depresji. Pozbierałeś się już choć trochę czy nadal wypłakujesz sobie oczy za Alyssą? – Triumfował Ian.

Daniel zacisnął szczękę, nie chcąc się kłócić z kuzynem przy babci i mamie. Ich odwieczna, rodzinna rywalizacja urosła już do rozmiarów legendy, a Ian nie przepuszczał okazji, by dokopać kuzynowi w najbardziej perfidny sposób. Doskonale wiedział, że wspomnienie o jego byłej dziewczynie skutecznie wyprowadzi go z równowagi.

– Ian, weź sobie czekoladek, poprawią ci nastrój – zaproponowała Elizabeth, chcąc przerwać ich sprzeczkę.
– Dziękuję, ale myślę, że Danielowi bardziej się to przyda.
– Nie martw się, dla Dana mam coś lepszego. – Babcia wesoło klasnęła w dłonie.
– Mamo, już mówiłam, że to nie najlepszy pomysł… – wtrąciła łagodnie Lydia.
– Co ty tam wiesz! Wyszłaś za mojego syna, więc nie masz pojęcia o tym, czego trzeba prawdziwym facetom – zażartowała Eliza.
– Mogę wiedzieć o co chodzi? – zapytał wreszcie Daniel.
– Właśnie o to! – Babia uśmiechnęła się szeroko na widok młodej pani doktor, która w tej chwili weszła do jej sali.
– Dzień dobry wszystkim. – Lekarka przywitała ich uprzejmym uśmiechem.

Była średniego wzrostu brunetką z długimi, falistymi włosami i ładną, śniadą karnacją. Jej brązowe oczy wesoło błyszczały. Ta kobieta przy pierwszym wrażeniu wyglądała na życiową optymistkę. Dokładnie taką, jaką była babcia, która już jednym uśmiechem zjednywała sobie ludzi.

– Witaj, Claro! – powitała ją Elizabeth.
– Jak się dzisiaj miewa moja najweselsza pacjentka? – zapytała pani doktor z uśmiechem, sięgając po kartę zdrowia pani Fosters.
– Doskonale. Pamiętasz? Opowiadałam ci już o moim wnuku, Danielu. – Babcia nie miała zamiaru tracić czasu na rozmowę o swoim zdrowiu. O wiele bardziej interesowała ją teraz inna sprawa.
– To właśnie on. Dan, to doktor Altman, jest teraz moim kardiologiem – szybko dokonała prezentacji.
– Daniel Fosters – przedstawił się, nie bardzo mając inne wyjście. Kątem oka widział, jak jego matka, babcia i kuzyn dosłownie śledzą każdy jego ruch.
– Clara Altman, bardzo mi miło – uśmiechnęła się, wyciągając do niego dłoń, a Daniel uścisnął ją i sam uniósł kąciki ust w odpowiedzi. Nie sposób było inaczej zareagować na te wesołe iskierki w jej spojrzeniu.
– Widzicie? Uśmiechnął się! Wreszcie! – wyszeptała teatralnie babcia.
– To normalnie się pan nie uśmiecha? – zapytała Clara, patrząc mu prosto w oczy z wyraźnym zainteresowaniem.
– Ostatnio jakoś nie – burknął, czując dziwne przekonanie, że babcia zdążyła już opowiedzieć jej, że niedawno rzuciła go dziewczyna.
– To niedobrze, bo śmiech to zdrowie. Mogę panu wypisać receptę na tabletki rozweselające – zażartowała.
– Lepiej niech sobie golnie jakiegoś drinka, wtedy może znów zacznie się głupio szczerzyć, ma przecież słabą głowę – warknął Ian, najwyraźniej zły.
– Drink to świetny pomysł! Clara dopiero niedawno wróciła do nas ze Stanów i pewnie nie zna jeszcze wszystkich nowych miejsc…– zawołała pośpiesznie Elizabeth.
– Wyjeżdżam jutro z samego rana do Nowego Yorku, babciu – przypomniał jej szybko Daniel, nim na dobre zagalopowałaby się w swataniu go.

Musiał jednak szczerze przyznać, że pani doktor wyglądała na bardzo interesująca osobę. Była ładna, choć w zupełnie inny sposób niż Alyssa czy jego przyjaciółka Linda. One były klasycznymi pięknościami, jak z okładek najlepszych czasopism o modzie. Doktor Altman na pierwszy rzut oka wydała mu się po prostu miła, urocza i nieco intrygująca. Na dodatek nie było wątpliwości, że miała w sobie coś, co nie pozwalało mężczyznom przejść obok niej zupełnie obojętnie. Nie wiedział do końca, jak to określić, ale przywodziło mu to na myśl jakąś dziwną, wewnętrzną jasność. Mimo tego, że od ponad dwóch miesięcy unikał damskiego towarzystwa, właśnie zdał sobie sprawę, że naprawdę miałby ochotę zaprosić ją na drinka. Tylko…
Czy naprawdę był już na to gotowy?

– Za to ja mam mnóstwo czasu – wciął się Ian z wrednym uśmieszkiem, przekonany, że tym razem ma szansę pokonać w czymś kuzyna.
– Niestety, mam dziś nocny dyżur, a jutro po południu wreszcie się przeprowadzam. – Clara uniosła głowę z nad wyników badań i uśmiechnęła się do Iana przepraszająco.
– Kupiła pani to upatrzone mieszkanie? – zapytała z zainteresowaniem Lydia.
– Tak, na szczęście się udało. Naprawdę miałam już dość pobytu w hotelu… – Delikatnym gestem odrzuciła za ramię kaskadę długich włosów, by znów pochylić się nad kartą zdrowia pani Fosters.

Daniel nawet nie był świadomy tego, że wciąż przygląda jej się z nieskrywanym zainteresowaniem. Urok osobisty i jakaś tajemnica – tak mógł podsumować wrażenie, jakie na nim wywarła.

– Jeszcze będzie okazja umówić was… To znaczy umówić się na jakieś spotkanie – zawyrokowała babcia, z błyskiem w oku patrząc na swojego ukochanego wnuka. Wyraźnie czuła, że tym razem ma rację.
– Na pewno. Obiecała mi pani, że nauczy mnie salsy! Do takiej lekcji na pewno przyda mi się dobry drink – roześmiała się Clara.
– Załatwione, skarbie. Tylko wypisz mnie już do domu! – poprosiła Eliza.
– Za kilka dni – zapewniła ją lekarka, odkładając jej kartę i chowając długopis.
– Czy ustalono już, jaki lekarz będzie odwiedzał mamę w domu po wypisie? – zapytała Lydia.
– Ordynator wyznaczył doktora Botiego, ale pani Fosters stanowczo zaprotestowała.
– Boti! Też coś! – prychnęła Elizabeth. – To musisz być ty, moja droga. Nikt się mną lepiej nie zajmie! – Babcia popatrzyła na nią z prośbą wypisaną na twarzy i Daniel już wiedział, że brunetka na pewno się zgodzi.
– W zasadzie myślałam już o tym, by się zgłosić na ochotnika. Państwa dom znajduje w połowie drogi pomiędzy szpitalem, a moim nowym mieszkaniem – wyjawiła doktor Altman.
– Wspaniale! Słyszysz, Lydio? Clara będzie teraz często przebywać w naszym domu. Mówiłam ci, że znajdę sposób… – wyszeptała z przejęciem, Eliza.
– Ciesze się mamo… – Lydia wyglądała na trochę zakłopotaną zachowaniem swojej teściowej.
– Zanim to jednak nastąpi, na razie skupimy się na pani wyleczeniu. Za chwilę pielęgniarka przyniesie kolejną dawkę leków i tym razem proszę je przyjąć bez grymaszenia. – Clara żartobliwie pogroziła babci palcem, po czym ruszyła do wyjścia. – Było mi bardzo miło. Życzę wszystkim przyjemnego wieczoru. – Przystanęła i na chwilę odwróciła się w stronę Daniela: – A panu udanej podróży.
– A ja pani spokojnego dyżuru – odpowiedział uprzejmie, uśmiechając się już kolejny raz tego dnia.

Clara odpowiedziała tym samym, po czym wyszła z sali.

– Może jednak to nie był taki zupełnie zły pomysł? – mruknęła cicho Lydia, kątem oka obserwują swojego syna, który nadal wpatrywał się w drzwi sali, najwyraźniej zamyślony.
– Genialny! Zobaczysz, z tego jeszcze będzie ślub! – Babcia Eliza ponownie radośnie klasnęła w dłonie.

Daniel rozbawiony pokręcił głową. Chyba będzie musiał wyjaśnić jej, by przestała go na siłę swatać. Takie pomysły nigdy, nikomu nie wychodziły na dobre, a i bez tego miał teraz dość kłopotów. Musiał jednak przyznać, że nie sposób było dręczyć się w kółko swoimi problemami w towarzystwie takiej osoby, jaką była jego babcia… Albo uśmiechnięta doktor Altman. Chociaż… Gdy spojrzał na Iana, miał wrażenie, że jego kuzyn wyraźnie ma znów jakiś nowy, poważny problem, a to oznaczało, że i Dan musiał się mieć na baczności.

 

❀❀❀

Hej Kochani!
Wiem, wiem…
Krótko i bez fajerwerk – ale takie było moje założenie ㋡.
To nie opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia, ale o budowaniu relacji od podstaw pomiędzy dwójką ludzi po przejściach. Nie spodziewajcie się proszę historii w stylu Greya czy Sagi Zmierzch, bo nie takie mam plany. Oczywiście postaram się ukazać dużo uczuć i emocji naszych bohaterów, ale pierwsza część będzie tą najspokojniejszą jeśli chodzi o akcję. Na razie chciałam Wam przedstawić głównych bohaterów – jak dalej będzie się miała ich relacja, możecie się już domyślać. Podpowiem Wam tylko, że Babcia Eliza czuwa! ㋡
Dziękuje za wasze wejścia i komentarze – sam fakt, że ktoś to czyta napawa mnie niewyobrażalną dumą, a świadomość, że jeszcze komuś chce się skomentować, to prawdziwa euforia.
Za bete dziękuje Annie.
Pracę nad stroną trwają – została już usunięta opcja podawania maila przy komentowaniu, więc mam nadzieję, że to jakieś ułatwienie.
Pozdrowienia dla Was Wszystkich! ㋡
Jeszcze raz – dzięki, że jesteście!

Venetiia N.

PS. Czy ktoś może wie, jak zrobić akapity w wordpressie? Niestety mam jeszcze problem z ogarnięciem tego sposobu publikacji. Z góry dziękuje za odpowiedzi ㋡.

Komentarze do wpisu:

  • Dominika Strymińska pisze:

    Uf… Ulżyło mi, że powiedziałaś, że nie będzie to ani Zmierzch, ani Grey… Mam tego przesyt :)
    Babcia Eliza skradła moje serce! Ja chcę taką babcię! Taką pozytywną i cudowną! Taką co to chce zeswatać swojego wnuka z lekarką! Bosz… Zaraz wejdę do tego twojego opowiadania i skradne ją z oddziału. :D
    Przedstawienie postaci, jak to nazwałaś, wyszło ci świetnie.
    Ian przywodzi mi na myśl Daymona. Taki tajemniczy i ironiczny…
    W sumie to chyba wyrobiłam sobie opinie o bohaterah tej opowieści.
    Babcię kradnę, kuzyna pragnę, a Pani doktor ma mnie leczyć kiedy już będę stara. :)
    Jeśli tyczy się głównego bohatera to mi go szkoda :/ Tak pieknie pokazałaś jego uczucia, że aż mi łezka się w oku zakręciła.
    I w zasadzie realna historia miłosna wśród Brytyjskiej ‚elity’. Oklaski za pomysł.
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na next!
    Dominika <3
    PS.
    W wordpresie nie da się tworzyć akapitów, więc zostają ci spację…

  • Arya Riddle pisze:

    Babcia Eliza ekspresowo podbiła serca całego personelu i prawdopodobnie moje :D
    Ian jest świetny.Wszystko ładnie napisane.
    Czekam z niecierpliwością na więcej i więcej.
    Pozdrawiam cię serdecznie, Ewa.

  • Lena pisze:

    Ale super, że tak szybko! Naprawdę :)
    Robi się intrygująco, a ja już wiem, że babcia będzie moją ulubioną postacią! Iana wbrew pozorom też mogę polubić, jednak pod warunkiem, że dalej będzie miał konflikt z Danielem, przynajmniej przez pewien czas. W końcu nikt nie obiecywał, że w życiu będzie łatwo :)
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział z niecierpliwością :)
    Pozdrawiam,
    Lena

  • Lora Maravilles pisze:

    Ahhhh no nareszcie!
    Cieszę się, że tak szybko dodałaś pierwszy rozdział! Ale czemuuu tak krótko? :C
    No ale…uwielbiam Twoją Babcię Elizę!
    Jest cudowna i moje serducho również skradła.
    Naprawdę masz talent ale to pewnie już wiesz. No to tyle ode mnie.
    Pozdrawiam
    Lora C:

  • Cassie pisze:

    Bezwarunkowo babcia Elizabeth podbiła serca wszystkich. :)
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Jestem ciekawa, jak rozwinie się relacja pomiędzy Danielem a Clarą. Więc mówisz, że będzie na razie spokojnie? To dobrze, nie można przecież czytać ciągle czegoś, co jest wypchane ciągłymi zwrotami akcji.
    Pozdrawiam! :)

  • Czuję, że babcia Elizabeth będzie moją ulubioną postacią.

  • wrednakocica pisze:

    ojej już lubię tą babcię :D super rozdział nie wiem co o nim napisać :D pozdrawiam i do następnego :)

  • Patrycja pisze:

    Świetnie się zaczyna :) Babcia Elizabeth jest naprawdę genialna. Jestem bardzo ciekawa co szykujesz dla bohaterów :)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny
    Patrycja

  • Anna pisze:

    Babcia Eliza to chyba doskonałe uosobienie babci, którą kiażdy z nas chciałby mieć – z poczuciem humoru, ciepła, troskliwa, taka najlepsza przyjaciółka, jak to nazwał ją Dan. Ja polubiłam ją bardziej z powodu swoich studiów – to właśnie z takimi ludźmi jak ona pracuje się najlepiej, którzy cieszą się życiem mimo wieku i potrafią tym szczęściem zarażać innych.
    Jak Ci już wspomniałam podczas jednej z naszych dłuższych rozmów, trzeba uważać na Dana. Faceci nie powinni się rozklejać na zbyt długo. Zwłaszcza taki rekin biznesowy jak Fosters :)
    Przez chwilę sądziłam, że Clara będzie chciała zgasić Iana, a ona naprawdę musiała odmówić.. Ech.
    Coś mi się wydaje, że będę lubić kuzyna dopóki nie zachce bardziej się mieszać. Wtedy się pogniewamy.
    Całuję, Anna :*

  • Akinom pisze:

    śwety blog tak samo jak pozostałe twoje blogi w sumie ;) z chęcią jeszcze tu zajrzę.

  • Pani Śmierciożerczyni pisze:

    Od razu polubiłama babcię Elizę <3
    No jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie, więc poczekam i poczytam :D Na razie ciężko określić jak jest, aczkolwiek czyta się lekko i szybko. Zapowiada się nieźle.
    Pozdrawiam ciepło i życzę weny

  • Serpensortia pisze:

    Szkoda, że tak krótko, bo czytało się świetnie! Nawet jeżeli niewiele się działo :)
    Babcia Eliza niesamowicie przypomina mi moją babcię, dlatego od razu ją polubiłam. Co do Iana, to czuję, że jeszcze nie raz nieźle narozrabia :D
    Jestem ciekawa, czy Daniel zdecyduje się iść „dalej”, czy może odrzuci panią doktor? A może zejdzie się z Aly?
    Czekam na 2 rozdział i pozdrawiam!

  • Krukonka pisze:

    Czyta się cudnie! Szkoda, że trochę krótki, ale sama w ogóle długich nie piszę, a to jest dopiero I rozdział. Babcia Eliza jest świetna :D. Każdy chciałby mieć taką babcię! Pozdrawiam.
    Krukonka

  • ReniuS. pisze:

    Krótko, ale jak genialnie :)
    Babcia mnie zachwyciła :D
    Cóż rozstania są bolesne, ale mam nadzięję, ze Pani doktor skutecznie wyleczy serce Daniela ;)
    Czekam na ciąg dalszy :)
    Pozdrawiam.
    Renia

  • Yennefer pisze:

    Cześć :D

    Bardzo ciekawie zapowiadający się blog! Będę śledzić następne rozdziały ;)

    Skorzystam z okazji i zaproszę do siebie:
    liljam.blog.pl

    Historia Lily i Jamesa w zupełnie nowej odsłonie.

    Buziaczki :*
    Yennefer

  • CC pisze:

    Uwielbiam babcię Elize! ;D
    A Dan od razu mi się spodobał po sposobie w jaki go opisałaś.
    Natomiast Ian… ugh… coś czuję że będą z nim kłopoty ;/
    CUDO! ;)

  • Lyriana pisze:

    Tak jak obiecałam, tak i odwiedziłam tą stronkę i co widzę? Rozdzialik 1! Miło tak się czasem oderwać od świata rzeczywistego i poczytać coś ciekawego, a szczególnie twojego! ☺
    Czuję już, że polubiłam babcię Elizabeth. Jest taka pogodna i zabawna, kocham takich ludzi, a nie ma ich zbyt wielu… Daniel również wydaje się sympatyczny, natomiast Ian… Cóż, wyczuwam małą intrygę! ☺ Czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam!
    Lyriana ♥

  • Laura pisze:

    Rozdział bardzo pozytywny i taki prawdziwy. Babcia Elizabeth już podbiła moje serce!
    A jeśli chodzi o Daniel i Iana to bardziej polubiłam tego drugiego.
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam!
    Laura

  • K. pisze:

    Pisanie zwykłych rozdziałów wychodzi Ci lepiej niż pisanie prologów. Takie jest przynajmniej moje zdanie…. A teraz moja refleksja na temat głównego bohatera…. Ze sposobu w jaki opisujesz myśli Daniela, wyłania się obraz mężczyzny uczuciowego i sentymentalnego… A takie typy raczej nie mają problemu z zaręczynami, zwłaszcza jeżeli na swojej drodze spotkają kobietę, którą kochają. Kłopot z deklaracjami mogą mieć faceci, którzy są w związkach „z wygody” bądź w celu spełnienia pewnych oczekiwań rodzinnych lub środowiskowych.

    • Venetiia pisze:

      On nie mial problemow z deklaracja. Po prostu czekal na wlasciwy ku temu czas. O tym ze jego dziewczyna jest znudzona czekaniem dowiedzial sie po fakcie. A te sentymenty biora sie tez z faktu ze Daniel jest typem, ktory nienawidzi odnosic porazek. Po prostu ucierpialo jego ego.

  • K. pisze:

    „Czy świat bez niej miał teraz przypominać pustynię bez kropli wody?
    Wschód słońca.
    Czy nowy dzień miał jakieś znaczenie, jeśli zaczynał się bez niej”Tylko czy można żyć bez skrawka własnego serca?
    To nie mogło być proste….”- Wydaje mi się, że facet, który w taki sposób potrafi myśleć o miłości raczej nie odkłada oświadczyn na jakiś bliżej nieokreślony moment w przyszłości, tylko jak najszybciej chce poślubić kobietę, którą kocha. Nie pasują więc do twojego bohatera, który zdecydowanie przedkłada pracę nad swój związek. Po prostu Venetiio powinnaś się zdecydować czy kreujesz swojego bohatera na romantyka czy pragmatyka, bo z niektórych jego myśli w tym rozdziale naprawdę trudno się zorientować. Niby kocha, a jednak w swoim wypełnionym po brzegi grafiku nie jest w stanie znaleźć kilu wolnych chwil na oświadczyny. Rozpacza po stracie kobiety, która jest dla niego ważna, ale najwidoczniej nie na tyle, żeby po prostu za nią jechać i naprawić swoje błędy. Rozumiem, że Daniel prawdopodobnie w niedługim czasie zapała gorącą namiętnością do Clary, ale okoliczności, które do tego doprowadzą mogłyby być trochę bardziej logiczne.

    • Venetiia pisze:

      Niczego nie rozumiesz K. Ty zwykle niczego nie rozumiesz z tego co ja tworze i dziwi mnie w ogole po co to czytasz. W prologu Daniel pil – to dlatego wypadl tak dramatycznie. Owszem bedzie on poniekad wrazliwym czlowiekiem ale tez bardzo upartym i lubiacym stawiac na swoim. Przykro mi ze dla Ciebie wszystko musi byc oczywiste i albo czarne albo biale ale ja chce stworzyc bohaterow skomplikowanych i zaskakujacych. Zadne Mary Sue mnie nie intrtesuja, bo moi bohaterowie beda pelni wad i irytujacych zachowan, za ktore czytelnik bedzie mial ochote ich podusic. To nie jest historia o milosci od pierwszego wejrzenia, tylko o tym, jak czasem trudno poukladac wszystko w swoim zyciu i znalezc wlasciwa droge. Nie ide na latwizne i nie pisze tu zwyklego Harlequina, ale oczywiscie mozesz myslec co chcesz, bo o ile pamietam z RiS to uznajesz tylko swoja logike, a zadne argumenty do Ciebie nie trafiaja. Przeprsza za brak Polskich znakow. Jestem obecnie na urlopie i dlatego pisze z telefonu. Pozdrawiam.

      • K. pisze:

        Akurat żeby zrozumieć to co ty tworzysz nie trzeba używać zbyt dużej ilości szarych komórek… Wszystkie swoje dotychczasowe opowiadania tworzysz według tego samego „harlequinowego” szablonu… W każdym napisanej przez ciebie historii mamy do czynienia z takimi samymi bohaterami… Wątpię aby w tym wypadku było inaczej… A najgorsze jest to, że nie umiesz zaakceptować w sposób cywilizowanych żadnych słów krytyki. Nawet cała afera ze Sznaucerkiem niczego cię nie nauczyła… Dalej popełniasz takie same błędy…. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że osoba, która pisze już kolejne opowiadanie z rzędu nadal ma takie straszne problemy ze składnią i szykiem zdania…. Chciałam pomóc, ale skoro ty tak reagujesz na wszelkie konstruktywne komentarze, to dziękuję ci bardzo… Nadal żyj w swoim wyimaginowanym świecie, w którym jedyną osobą mającą rację jesteś ty sama… Nie musisz odpisywać na ten komentarz i tak już tu nie zajrzę…. Właśnie skutecznie zniechęciłaś mnie do czytania czegokolwiek, co wyjdzie spod twojego pióra….

        • Venetiia pisze:

          Dzieki Bogu Harlequinow i zlych szykow zdan :)

          • K. pisze:

            Nie wiem czy zasłużyłam sobie na ten tytuł, w końcu to ty namiętnie, wręcz obsesyjnie tworzysz kolejne opowiadania „harlequinopodobne”, w dodatku według tego samego szablonu… Ale dziękuję za drugi człon tego tytułu. W szkole zawsze mnie uczono, że prawidłowy szyk w zdaniu jest dość istotną kwestią… Najwidoczniej ciebie edukowano według innych standardów…

          • Venetiia Noks pisze:

            Coś brakuje Ci konsekwencji droga K.
            Ciekawi mnie jednak twoje zdanie.
            Zastanawiam się bowiem, jak miałam pisać o różnych postaciach, skoro, jak na razie skupiałam się nad jedną parą – z góry narzuconą, przynajmniej w części charakterystyką postaci. Hrelequinopodobne bo opowiadają o miłości, czy dlatego, że są zakończone happy endami? Nie wstydziłabym się wydać harequinna, gdybym uznała, że dobrze go napisałam. Postanowiłam spróbować czegoś nowego, napisać coś co dyktuje mi wyobraźnia, a ty droga K. ewidentnie w każdym komentarzu wypowiadasz się w jednym tonie. Jad i złośliwość, aż z nich kapie – ale myślisz się, sądząc, że niczego się nie nauczyłam :) Nauczyłam się, że wartością mojej pracy jest moja satysfakcja. I to mi w zupełności wystarczy.
            Pozdrawiam cię serdecznie.
            Venetiia
            PS. Jak chcesz pomóc, wypowiadając się w takim stylu, jakbyś za wszelką cenę próbowała mi udowodnić swoją wyższość?

          • Venetiia Noks pisze:

            A odpowiedź o Bogi i szykach nie była skierowana do Ciebie, napisałam ją sobie od tak – luźno, bowiem twojej wizyty (zgodnie z szumną zapowiedzią) już się nie spodziewałam :)

  • Ailime pisze:

    Hahah, babcia Eliza rządzi! ^^
    Ciekawe, jak rozwinie się dalsza akcja.
    Życzę weny i czekam na drugi rozdział!
    Pozdrawiam

  • Jaka pozytywna ta babcia Eliza!
    No cóż, mam nadzieję, że Clara i Daniel się do siebie zbliżą i chłopak przestanie być taki przygnębiony.
    Jak na razie podoba mi się, czekam, aż zdradzisz nam więcej.
    Pozdrawiam i życzę weny, Ola, która zasypywała Cię emailami ♥

  • BlackCape pisze:

    Muszę przyznać, że dopóki nie przeczytałam kilku słów od Ciebie pod rozdziałem, to miałam nadzieję, że jednak postanowisz opisać historię Daniela i Alyssy, a nie Clary, ale cóż ja mogę, Twojej wizji nie zmienię ;) Pozostaje mi czekać na dalszy rozwój akcji. Pozdrawiam ciepło ;)

  • K. pisze:

    Przyznaję się bez bicia, byłam ciekawa czy jakoś zareagujesz na mój poprzedni komentarz… A wracając do tematu… Nie chodziło mi o samych bohaterów, ale o sposób przedstawiania tych bohaterów (wyraziłam się nieprecyzyjnie) … W każdym z twoich opowiadań mamy do czynienia z takimi samymi typami bohaterów: niby inteligentną Hermioną, która pod wpływem miłości do Malfoya staje się osobą pozbawioną charakteru i Draco, który nawet jeśli jest zły to tylko z dobrych powodów… Rozumiem, że próba połączenia tych bohaterów ze sobą musi wiązać się z pewnymi modyfikacjami w ich charakterach (w stosunku do kanonu), ale dlaczego przedstawianie Draco w pozytywnym świetle musi od razu oznaczać pozbawienie Hermiony wszystkich najlepszych kanonicznych cech… Nie będę już wspominać o przedstawianiu Harrego czy Rona… Wcale nie twierdzę, że każda historia o miłości, w dodatku zakończona happy endem musi być od razu kwalifikowana jako harlequin… O miłości można pisać różnie….Ale kiedy czytam opowiadanie, w którym mam do czynienia z niezbyt skomplikowanymi postaciami i tanim romantyzmem, wtedy twierdzę, że przypomina mi właśnie harlequin bądź telenowelę… Nie ukrywam, że niezbyt przepadam za czytaniem romansów (chociaż lubię Dumę i Uprzedzenie), zdecydowanie wolę kryminały… Należę też do tego nielicznego grona osób, które nie cierpią Titanica i Pamiętnika… Wierz mi lub nie ale w żadnym z moich komentarzy nie chciałam okazać ci mojej wyższości… Jako miłośniczka historii kryminalnych, po prostu lubię, jeżeli to co czytam jest logiczne, a niestety kreacja twojego bohatera wydawała mi się trochę dziwna… Zajrzyj do jakiejkolwiek powieści pisanej z męskiego punktu widzenia, a zobaczysz, że dorośli mężczyźni w zupełnie inny sposób podchodzą do miłości (nie licząc oczywiście powieści pisanych w epoce romantyzmu, ale wtedy egzaltacja była w modzie).

    • Venetiia Noks pisze:

      Znam wielu dorosłych mężczyzn, którzy bardzo różnie podchodzą do tematu miłości. Związek Daniela i Alyssy nie był na niej tak do końca oparty, ale nie będę tutaj zdradzała szczegółów, bo musiałabym Ci opisać całe opowiadanie. Mam naprawdę dokładnie zaplanowane jakie będą moje postaci i jak będą się kształtowały ich uczucia. Zapewniam cię, że Daniel nie ma nic z Draco, a Clara nie straci swojego rozsądnego charakteru, bo bez tego nie byłoby tej historii. Zastanawia mnie tylko po co wchodzisz na historię ewidentnie romantyczne, skoro nie lubisz specjalnie tego gatunku? Ja też kocham kryminały, a większość książek A. Christie znam prawie na pamięć, ale pisze romanse, bo lubię historie o miłości, o tym jak dwójka ludzi odkrywa, jak wiele się zmienia w ich życiu dzięki temu uczuciu. Rozumiem, że coś może Ci tu nie pasować i ty coś byś zrobiła inaczej, ale mam wrażenie, że twoje komentarze mają na celu powiedzieć mi: „Nie ciesz się tym co robisz, bo robisz to źle – a ja wiem, jak powinno być dobrze”. Fajnie skoro wiesz, wykorzystaj to dla siebie jeśli masz możliwości i ochotę, wypisuj swoje opinie jeśli tylko chcesz, ale nie licz na to, że przyznam Ci rację, że wiesz lepiej ode mnie, jacy są moi bohaterowie. Może ci się wydawać, że wiesz… tylko tyle. Zresztą moim zdaniem, ich rzetelna ocena powinna pojawić się po całości opowiadania, a nie po jednym rozdziale, ale nie mnie o tym decydować.
      Pozdrawiam znów.
      V.
      PS. Czytuję kryminały np. Harlana Cobena i znam książki z męskiego punktu widzenia, ale i tam z gruntu poważny bohater potrafił zadurzyć się w kobiecie po jednym pocałunku. W dzisiejszych czasach taki skandal… :)

      • K. pisze:

        Nasza dalsza dyskusja jest zupełnie bezprzedmiotowa… Mamy zbyt odmienne poglądy na temat pisania, żeby dojść do jakiegoś porozumienia… Nie mam już siły tłumaczyć ci dlaczego, przypisywanie dorosłemu mężczyźnie uczuć szesnastoletniej pensjonarki z tandetnego romansu historycznego, przeżywającej pierwszy zawód miłosny, jest niewłaściwe i raczej nie wpływa pozytywnie na artystyczną wartość całej historii… Skoro uparłaś się żeby pisać harlequin, proszę bardzo nie zamierzam w to więcej ingerować… Mi osobiście szkoda byłoby czasu na pisanie mało oryginalnego opowiadania, w dodatku w słabym stylu… Ale jeśli Tobie to sprawia taką satysfakcję, to co mogę więcej powiedzieć? Życzę powodzenia…

        • Venetiia-Noks pisze:

          Ooo jak dobrze, ze to koniec tej dyskusji – od razu mam lepszy humorek :) Mam nadzieje ze dotrzymasz slowa co do odwiedzin moich publikacji :) Trzymam za to kciuki! :)

  • Marta pisze:

    pierwszy rozdział a ja już uwielbiam sarkazm Iana. kiedy drugi rozdział? nie mogę się doczekać :)

  • Alison Eljasiak pisze:

    Babcia Eliza … To najcudowniejsza osoba na świecie i obiecuję wam będę kiedyś taką babcią :D Ale będę miała ubaw :D Ale może wróćmy do rozdziału ??? Bardzo pozytywnie, chociaż krótko. Alyssa i Daniel ładne imiona, czekam na ukazanie trochę więcej z charakterów chociaż wątpię by ta pierwsza przewijała się tu w najbliższym czasie. Ian, czemu osoby o tym imieniu są zawsze niezmiernie irytujące, serio to jest jakiś schemat pisarski, którego jeszcze nie rozgryzłam :P Ja rozumiem sarkazm i takie tam, ale mimo to na razie go nie lubię, może coś się zmieni w trakcie…Huhu urocza pani doktor co ??? Taka miła i kulturalna, nic więcej na razie nie powiem i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam cieplutko Alison

  • Zuzu pisze:

    Tak jak chyba wszyscy – polubiłam babcię Elizabeth :) Ale również zaciekawiła mnie doktor Altman ^^
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)

  • Basia Śpiewacz pisze:

    Kolejna wspaniała notka na tej stronie. Pisz dalej i dużo weny Ci życzę!!!

    Basia

  • nugaciatko pisze:

    Babcia Eliza rządzi i rozwala system! Mam bardzo podobną babcię tyle, że moja nie jest sławna:-\ no ale wracając do rozdziału: Bardzo mi się spodobał, chociaż trochę krótko. Jestem ciekawa co wykombinujesz z naszymi bohaterami i jak potoczy się całe opowiadanie.
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo, dużo weny!

  • Liliane pisze:

    Wow! Jestem pod wielkim wrażeniem ;) Uwielbiam czytać Twoje „dramiony” i nie mogłam się doczekać czego będzie dotyczyć Twoje autorskie opowiadanie. Zapowiada się ciekawie :) Lecę czytać dalej!
    Więcej świetnych pomysłów!
    Liliane.

  • Mary Lennox pisze:

    Wspaniałe! Wspaniałe to nawet za mało powiedziane! Absolutnie fenomenalne! :D
    Świetny pomysł, ciekawi bohaterowie. No i babcia Eliza :D Coś czuję, że będzie taką perełką w tym opowiadaniu. To dopiero pierwszy rozdział, a już to kocham!
    Główny bohater też niczego sobie. Pewnie dowiemy się o nim więcej w kolejnych rozdziałach^^
    Mary Lennox <3

  • niuisa pisze:

    Ach ta babcia pewnie będzie dostarczać wielu śmiesznych sytuacji :) Jak to babcie

  • Iwona G. pisze:

    Witaj =)
    Bardzo się cieszę, że nie planujesz kolejnego Zmierzchu ani Greya :) Rozdział pomalutku, powolutku się rozwija…Danie, wiecznie zapracowany, zraniony…tajemnicza Pani Doktor z USA i Babcia Eliza :) Od tej chwili niezaprzeczalnie i nieodwołalnie moja ulubiona postać :) No i Ian…zawsze musi być ktoś, kto będzie mieszał…byłoby zbyt dobrze gdyby go nie było :)
    Pozdrawiam i biorę się za rozdział 2 :)

Odpowiedz na „Arya RiddleAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *